Serwis korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Jeżeli chcesz zmienić ustawienia dotyczące cookies, możesz to zrobić w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. Rozumiemy, że kontynuując przeglądanie naszej strony wyrażasz zgodę na użycie plików cookies

Czas na kulturę

GEN HIPOKRYZJI - Wywiad z GRZEGORZEM JARZYNĄ

Grzegorz Jarzyna, reżyser i dyrektor TR Warszawa: Żyjemy w systemie opartym na strachu i zniewoleniu. Jego istotą jest komercyjna eksploatacja konsumentów. Dzięki teatrowi możemy się z niego „wylogować”.

Kultura nadaje sens życiu

Wywiad z Elżbietą Dzikowską - podróżniczką, historykiem sztuki, sinologiem, reżyserem i autorką programów tv i radiowych

Wawer na Urzeczu

dr Łukasz Maurycy Stanaszek

Archiwum

Czekamy na Twoje pomysły!

verification code

Partnerzy

Logo Dzielnica Wawer
Logo Miasto Stołeczne Warszawa
Logo OSiR
Logo ZGN
Logo Instytut Teatralny
Logo Kino za rogiem
Logo Ferio
Logo Społeczne Ognisko Muzyczne
Logo wpek
Logo Towarzystwo Przyjaciół Dzieci
Logo Stacja Muzeum
Logo WCK WOLA
Logo KINOkawiarna Stacja Falenica
Logo SP 105
Logo Rok Rzeki Wisły 2017
Logo Wiadomości Sąsiedzkie
Logo OPS
Logo CKWilanów
Logo TR Warszawa

dr Łukasz Maurycy Stanaszek


Wawer na Urzeczu

dr Łukasz Maurycy Stanaszek

Wawer na Urzeczu

Dawne osiedla położone wzdłuż tzw. linii otwockiej, których czytelną pozostałością są wdzięcznie brzmiące nazwy kolejowych stacji począwszy od Wawra aż po Otwock, rzadko kiedy kojarzą się z Wisłą oraz z Urzeczem, regionem etnograficznym ściśle związanym z flisakami, olędrami, Warszawą i rzecznym handlem. Większość osób dopatruje się ich początków w XIX-wiecznej kolonizacji związanej z budową kolei w 1877 roku, co jest oczywiście prawdą, ale tylko częściową. Mało kto bowiem już dziś zauważa, że taka Falenica czy Miedzeszyn to średniowieczne, urzeckie wioski leżące pierwotnie nad samym wiślanym brzegiem, które zaledwie „użyczyły” swego miana przynależnym do nich leśnym terenom położonym bardziej w głębi lądu, podobnie zresztą jak to „zrobił” pobliski Otwock Wielki dając swą nazwę dzisiejszemu Otwockowi... Można zatem śmiało powiedzieć, że późniejsze modne letniska podwarszawskie, położone wzdłuż torów, mają swą genezę nad Wisłą i co za tym idzie na Urzeczu.

Wraz z rozwojem wilegiatury, wykupem gruntów i znaczną wymianą ludności, proces mentalnego „odwrotu” od Królowej Polskich Rzek postępował bardzo szybko. Wśród mieszkańców i regionalistów zacierała się pamięć o tym, że obok osi związanej z linią kolejową mamy drugą, znacznie starszą oś osadniczą, którą od pradziejów aż po wiek XIX stanowiła rzeka Wisła. A przecież bez niej nie byłoby ani Otwocka, ani Świdrów Wielkich i Małych, ani też wawerskich Błot, Falenicy, Skrzypek, Julianowa, Miedzeszyna, Zerzenia, Borkowa, Zbytek, Zastowa czy Lasa, a w konsekwencji znacznej części dzisiejszej dzielnicy Wawer... Niech ten krótki tekst stanie się zatem naszym ukłonem w stronę Wisły i Urzecza, które powinny stanowić integralną część wawerskiej tożsamości.

***

Urzecze, mimo iż było dobrze znane XIX-wiecznym etnografom, takim jak Oskar Kolberg czy Kornel Kozłowski, dopiero niedawno doczekało się swego całościowego opracowania. W ubiegłym stuleciu zainteresowania naukowe terenami nadwiślańskimi leżącymi w bezpośredniej styczności z Warszawą praktycznie zanikły, na co niemały wpływ miały przeobrażenia gospodarczo-społeczne i kulturowe, jakie dokonały się tu pod wpływem oddziaływania ciągle rozrastającej się aglomeracji miejskiej. Pierwszego syntetycznego opisania mikroregionu dokonał w 2012 roku piszący te słowa. W dwa lata później monografia została uzupełniona o nowe źródła i wyniki dyskusji naukowej obejmującej m.in. językoznawców, historyków i etnografów. W 2015 roku Ł. M. Stanaszek wraz z E. Piskorz-Branekovą opracowali tom „Strój wilanowski z nadwiślańskiego Urzecza” w prestiżowej serii Atlas Polskich Strojów Ludowych, co było swoistym „postawieniem kropki nad i” w badaniach nad interesującym nas regionem. Od tej pory stał się on pełnoprawną częścią dziedzictwa kulturowego Mazowsza i Polski. Co ciekawe w ostatnich latach możemy zaobserwować swoisty „renesans” nadwiślańskiego Urzecza, co pokazuje jak ogromna potrzeba tożsamościowa tkwiła w jego mieszkańcach. Wszelkie działania nie byłyby bowiem możliwe bez „oddolnego” zrozumienia i akceptacji samych Urzeczan. M.in. reaktywowano lub zainicjowano kilka zespołów ludowych nawiązujących wprost do tradycji regionu (m.in. „URZECZEni” z Czerska, „Łurzycanki” z Gassów i Czernideł, „Sołtysi” z gminy Karczew, „Kalwarki” z Góry Kalwarii) i pielęgnujących pieczołowicie odtworzone urzecko-wilanowskie stroje. Cyklicznie odbywają się dwie imprezy masowe: „Flis Festiwal – spotkanie kultur nadrzecznych na Urzeczu” w podkonstancińskich Gassach oraz „Zielone Świątki na Urzeczu”, tj. procesja rzeczna poprzez kilka gmin nadwiślańskich, w tym także przez tereny dzielnicy Wawer. Jest również cały szereg pomniejszych inicjatyw, takich jak „Biesiada Łurzycka” w Czernidłach, „Łurzyckie Ściganie” w Gassach czy nauka haftu w wawerskiej „Akademii Rodzinnych Tradycji”. Wydawane są kolejne publikacje o strojach, śpiewach, potrawach, czy też okolicznościowe mapy, podnoszące świadomość regionalną mieszkańców.

Urzecze, gwarowo wymawiane jako Łurzyce [nie mówiło się „U” tylko „Łu”, nie mówiło się „rzeka” tylko „rzyka”], rozciąga się po obydwu brzegach Wisły pomiędzy dawnymi ujściami Pilicy i Wilgi a mokotowskimi Siekierkami i prawobrzeżną Saską Kępą. Region leży na zalewowym i częściowo nadzalewowym tarasie północnej części Doliny Środkowej Wisły, w całości znajdując się w województwie mazowieckim, w nadwiślańskich częściach powiatów: otwockiego, garwolińskiego, piaseczyńskiego oraz miasta stołecznego Warszawy – w dzielnicach Mokotów, Wilanów, Praga Południe i Wawer.

Na terenie dzielnicy Wawer w skład Urzecza wchodziły dawne wsie i przysiółki tzw. Niziny Wawerskiej, tj. Las (Tomków Las, Koło), Zastów, Zbytki (Olendry), Kuligów (Kulików), Wólka Zerzeńska, Zerzeń, Borków, Miedzeszyn (Wieś, Kolonia, Łużyce), Julianów, Skrzypki, Falenica i Błota. Ponadto niektóre wsie leżące dalej w głębi lądu stanowiły naturalne zaplecze surowcowe (drewno) dla wiślanego handlu, będąc przez to również bardzo silnie związane z regionem. Wedle powszechnej opinii Łurzycokami nie byli bowiem wyłącznie mieszkańcy doliny Wisły, ale również ludzie żyjący w niedalekim jej sąsiedztwie, którzy stale korzystali z dobrodziejstw wielkiej rzeki, takich jak urodzajna ziemia, rybołówstwo, wiklina czy spław towarów. Wiemy skądinąd, że mieszkańcy znad rzecznej skarpy czy niedalekich „górnych pól” zwykle posiadali swe pola już „na Łurzycu”, mając przez to stałe z nim związki.

Położenie Urzecza po obydwu stronach Wisły nie powinno dziwić. W przeszłości bowiem Wisła nie dzieliła omawianego regionu i jego mieszkańców, a wręcz odwrotnie – łączyła. Wobec katastrofalnego stanu ówczesnych dróg, rzeka stanowiła najprostszy środek transportu i komunikacji, a jej funkcję można by przyrównać do roli dzisiejszej autostrady, po której jedzie się szybko i stosunkowo łatwo dociera do celu. Względna bezproblemowość przedostania się na sąsiedni brzeg – wynikająca z powszechności przewozów i łodzi pychowych – sprzyjała rozwojowi kontaktów międzyludzkich. Poza matrymonialnymi i towarzyskimi najczęściej były to kontakty handlowe, których rytm wyznaczały kolejne jarmarki w Warszawie, Powsinie, Karczewie czy Górze Kalwarii.

Pas urodzajnych ziem doliny wiślanej na południe od Warszawy, odcinający się od lesistych i piaszczystych „górnych pól” zwanych Górnem lub Polesiem od XVII wieku wyróżniał się własną historią, strojami i obyczajami. W 1868 roku anonimowy korespondent „Gazety Warszawskiej” donosił:

Mało kto wie o tym kawałku powiśla [Urzecze], które tak odróżnia się przymiotami ziemi i zwyczajami mieszkańców od reszty kraju. W tym powiślanym kraiku lud odróżnia się od innych okolic mową, ubraniem, zwyczajami, a nawet sposobem uprawy ziemi (...). Z jednéj strony Wisła, z drugiej wielkie lasy, które niegdyś nazywały się puszczą, odcinają tę oazę od dalszej okolicy...

Najstarszą znaną obecnie wzmianką o Urzeczu jest zapis z 1737 roku, dotyczący dochodów Dóbr Wilanowskich z rejonu dzisiejszego Powsina. Region istnieje już zatem przynajmniej od 300 lat. W XVIII wieku ludzi żyjących w dobrach oborskich poniżej skarpy wiślanej nazywano Urzyckimi, zaś w XIX stuleciu odrębność podwarszawskiego Urzecza dostrzegała już większość polskich etnografów z wspomnianym wyżej Oskarem Kolbergiem, Kornelem Kozłowskim i Stefanią Ulanowską na czele. Ich opisy zawsze miały jednak charakter przyczynkowy, ograniczający się do odnotowania odmienności krajobrazu, gospodarki i żyjącej tam ludności. Począwszy od 1841 roku notowane są utwory taneczne „z Urzecza, pasa ziemi nad Wisłą”. Widać też wyraźnie, że etnografowie coraz częściej zauważali pośród ogółu opisywanej przez siebie ludności Mazowsza odmienną grupę etnograficzną, określając ją mianem Urzycan. W 1884 roku wspomniana wyżej Stefania Ulanowska pisała o nich:

Tamtych zaś olbrzymów nadwiślańskich nazywają Urzycanami, to jest mieszkającymi u rzyki (rzeki), lub też Powiślakami, to jest mieszkającymi po Wiśle. Mówią więc Urzycanin i Urzycanka, lub Powiślak i Powiślanka. Nadto jeszcze, jak mężczyźni, tak kobiety odznaczają się wzrostem bardzo wysokim: szczególniej ci, którzy mieszkają nad Wisłą koło samego Czerska, to wszystko chłop w chłopa silne i ogromne jak dęby. I oni sami nie uważają siebie za Mazurów...

Na ukształtowanie się odrębnej tożsamości mieszkańców Urzecza przez dziesiątki lat wpływało szereg czynników. Przede wszystkim była to obecność Wisły, swoistego „okna na świat” dla ludzi żyjących nad jej brzegami, którzy nawzajem nazywali siebie Zawiślakami. Względna izolacja geograficzna wiślanej pradoliny (starorzecza, wysoka skarpa warszawska), określony typ osadnictwa (olędrzy, oryle), a także dogodna odległość targowa oraz szybka dostępność do niezwykle chłonnego rynku warszawskiego (maksymalnie 40 km z biegiem rzeki), przyczyniły się do wytworzenia unikatowej wspólnoty regionalnej, manifestującej się w specyficznej nadrzecznej gospodarce (związanej z melioracją i osuszaniem terenu, wyspecjalizowanym rybołówstwem i szerokim wykorzystaniem wikliny), a także w strojach zwanych wilanowskimi. Jednocześnie zrodziło się poczucie odrębności wobec ludzi żyjących „tuż za miedzą”, czyli na prawobrzeżnym Polesiu (Kołbielszczyźnie) i lewobrzeżnych terenach położonych ponad wiślaną skarpą („Górniacy”).

Ogromną rolę na spuściznę kulturową i gospodarczą Urzecza odegrało tzw. osadnictwo olęderskie (głównie kujawsko-pomorskie, a rzadziej holenderskie i niemieckie), które było ruchem kolonizacyjnym, sięgającym na ziemiach polskich pierwszej połowy XVI wieku. Rozwinęło się ono szczególnie wzdłuż Wisły i jej dopływów – na Pomorzu, Kujawach, Mazowszu, Lubelszczyźnie oraz Wielkopolsce. Geneza tej kolonizacji związana jest dużej mierze z protestanckimi ruchami reformacyjnymi i emigracją prześladowanych Mennonitów (należących do jednego z nurtów anabaptyzmu) z Fryzji i Niderlandów, jak również z licznymi wojnami polsko-szwedzkimi pustoszącymi Pomorze i ziemię kujawską.

Zalewowy obszar Urzecza był bardzo trudny do zagospodarowania, co powodowało, że na rozmaitych „pustkach” i kępach wiślanych chętnie osadzano olędrów, obeznanych z tego typu przeciwnościami przyrody w swych macierzystych stronach. Nadrzeczne warunki środowiskowe wymagały opanowania skomplikowanych technik gospodarczych, a podejmowane dotychczas próby osadzenia tam pańszczyźnianych chłopów z „górnych pól” kończyły się niepowodzeniem. Olędrzy okazali się mistrzami w zagospodarowywaniu nadwiślańskich nieużytków. Melioracja i osuszanie podmokłych terenów, budowa grobli, jazów i rowów, nasadzanie wierzb czy też specyficzne nadrzeczne budownictwo weszły na trwałe do kanonu zachowań wielu mieszkańców Urzecza bez względu na ich pochodzenie. Z czasem więc, kiedy mówiło się o osadnictwie olęderskim nad Wisłą, bardziej chodziło o charakterystyczny typ gospodarki i stosunek prawny do właścicieli ziemskich, niż o rzeczywisty skład etniczny ludności. Olędrami mogli być zatem nie tylko osadnicy z Holandii czy Niemiec, ale też etniczni Polacy, Mazurzy czy Pomorzanie.

Olędrzy zasiedlali Urzecze przynajmniej od początków XVII stulecia. Jak wskazują badania, zaraz po kolonizacji Saskiej Kępy (zwanej wówczas Olędrami) w 1628 roku osadnictwo olęderskie „poszło” dalej doliną wiślaną w kierunku Kozienic, obejmując także tereny obecnej dzielnicy Wawer, w tym okolice wsi Zbytki zwane w 1727 roku Olendrami. Największy rozkwit kolonizacji olęderskiej, jakkolwiek znacznie mniej brzemienny w skutkach demograficznych, przypadał na drugą połowę XVIII i początek XIX wieku, a więc na okres rozbiorów Polski. Najstarszą, potwierdzoną dotychczas wsią z tej fali osadnictwa na Urzeczu jest Kępa Wołowa niedaleko Wilanowa zasiedlona przez „kolonistów Holendrów” w 1772 roku. Natomiast najstarszym znanym śladem po kolonistach olęderskich drugiej fali na prawobrzeżnym, wawerskim Urzeczu jest 6-letni kontrakt na osiedlenie się sześciu olędrów w Kępie Falenickiej (okolice dzisiejszych Błot) zawarty w 1775 roku z ówczesnym właścicielem tych ziem – księciem Adamem Ponińskim. Z tego czasu w nadwiślańskiej części Wawra można odnotować następujące rodziny osadników olęderskich: Zastów (Bargiel, Fiszer, Frydrych, Koper, Neyman, Tauber, Zaydel); Zbytki/Olendry (Koper); Wólka Zerzeńska (Anaur, Angerman, Arendt, Dally, Ecler, Fendzłach, Huber/Hubrich/Ubrych, Klauze, Krygier, Kwik, Lange, Liszke/Liszka, Machleid, Mika, Rhode, Schalo/Szalo, Szeyn, Szwartz/Szwarc, Tauber); Miedzeszyn (Bumbach, Jobs, Kolman, Mandau, Sznabel, Truskat, Wencier, Zygel); Skrzypki/Julianów (Kochman); Falenica/Kępa Faleńska (Altman, Bartz/Barc, Elgert, Elsner, Felth, Gabryel/Gabrych, Gotlib, Hamermejster, Kletke/Kletka, Lidke/Litke, Liszke/Liszka, Mando, Nagel, Neumann/Neyman, Nober, Schutz, Szmit, Sztencel); Błota (Kleyber).

Osadnicy pierwszej fali (XVII w.), którymi w znacznej mierze byli zgermanizowani Słowianie z Pomorza i ziemi kujawskiej, wrośli w nadwiślańską ziemię ulegając pełnej polonizacji. Inaczej było z kolonistami okresu zaborów (z przełomu XVIII i XIX w.), którzy w większości utrzymali swą etniczną odrębność, a po 1945 roku zostali wysiedleni z terenów Urzecza do Niemiec.

Wisła w przeszłości była głównym traktem komunikacyjnym Polski, toteż zawsze pływało tu wiele rodzajów jednostek rzecznych, noszących w zależności od czasu, wielkości i funkcji rozmaite nazwy, jak: baty, szkuty, berlinki czy galary. Spławem towarów zajmowali się flisacy, zwani powszechnie na Urzeczu orylami, posiadający odrębną gwarę, stroje oraz wewnętrzną strukturą organizacyjną. Istnieją dowody źródłowe, że przynajmniej część mieszkańców wywodziła się od owych oryli, zaś o sile wzajemnych kontaktów świadczy między innymi niezwykle popularny urzecki taniec szot, którego powszechnie nazywano orylem. Liczne do niedawna na Urzeczu domostwa i stodoły z bali w dużej mierze przypłynęły z południowej Polski, jako flisackie tratwy. Niewykluczone też, że popularne w tej okolicy na przełomie XIX i XX wieku zawody związane z ciesielstwem i powstającymi uzdrowiskami wzdłuż linii otwockiej miały swe korzenie w kontaktach Urzeczan z nadwiślańskimi orylami. Świadczy o tym m.in. bardzo duża liczba cieśli, mieszkańców tychże letnisk, wywodzących się wprost z terenów Urzecza. Bezpośrednimi twórcami wawersko-otwockich „świdermajerów” byli zatem w znacznej mierze Urzeczanie, nierzadko zajmujący się spławem i obróbką drewna od wielu pokoleń.

Jak można się domyśleć podstawowym, geologicznym wyróżnikiem Urzecza była znakomita gleba – mada wiślana – przynosząca mieszkańcom znaczne dochody. O ile bowiem na Łurzycu dominowały „ciężkie” ziemie pszenno-buraczane, to na sąsiednim Polesiu i górnych polach przeważały „lekkie” gleby żytnio-ziemniaczane. Cytowany już wcześniej korespondent „Gazety Warszawskiej” z 1868 roku wykazał się znakomitym zmysłem obserwacji, łącząc nazwę regionu nie tylko z brzegiem rzeki, ale też właśnie z żyzną nadwiślańską ziemią:

Pasek ten niezbyt szeroki, bo do 4-ch wiorst dochodzący, przedstawia dwa gatunki ziemi: jeden nazywany tu powszechnie urzecze, drugi pola górne. Tego rodzaju gruntu w całym kraju nie znajdziesz, to też cena jego ogromna (...). Na takiéj ziemi urodzi się wszystko, a zwłaszcza też jęczmień, kapusta i inne jarzyny, pod które głownie włościanie jéj używają. Oziminy w takich miejscach zwykle się nie sieje z powodu wylewów Wisły, która właśnie ten urodzajny muł nanosi...

Urodzajne gleby wpłynęły na odmienność urzeckiej kuchni. Miejscowe potrawy w dużej mierze oparte były na ziemniakach (kartoflach), burakach, kapuście, pszennej mące czy też owocach z rozlicznych sadów. Do tego dochodziły potrawy mleczne, ryby i szeroko rozpowszechniona hodowla trzody chlewnej (Na Łurzycu świnie kwiczu...), związana w szczególności z osadnikami olęderskimi. Do najważniejszych urzeckich potraw zaliczyć należy sytochę, pyzy-przecieraki zwane inaczej „klepokami” oraz „egzotyczne” zupy, jak barszcz chrzanowo-buraczany, śliwianka (wiślanka) czy siuforek.

Odrębność Urzeczan widać także w ich strojach. Wpłynęła na to częściowa izolacja regionu (starorzecza, wysoka skarpa), wieloetniczne osadnictwo, a także obecność dwóch ważnych ośrodków kulturotwórczych – Wilanowa i Czerska. Ponadto rozlokowanie nad oboma brzegami licznych karczem, komór solnych i celnych, a także przystani flisackich (bindug) powodowało, iż mieszkańcy Urzecza uczestniczyli w dalekosiężnej wymianie towarowej, w tym także tej dotyczącej ubiorów. Można powiedzieć, iż Wisła była znakomitym przekaźnikiem mód i prądów kulturowych, które znacznie szybciej docierały do jej brzegów, niż bardziej w głąb lądu. Urzecze to zatem tygiel rozlicznych tradycji i wpływów, dalekich od pełnej jednorodności.

Najbardziej charakterystyczny, męski strój Urzeczan najbliższy jest znanemu z literatury ubiorowi wilanowskiemu. Przeprowadzone badania wskazują, że pierwotnie na Urzeczu mężczyźni nosili jednokolorowe, granatowe lub czarne, sukmany (kapoty), a dopiero potem – pod wpływem mody warszawsko-wilanowskiej – urozmaicono je karmazynowymi (czerwonymi) kołnierzami i mankietami. Sukmanę opasywano pasiastym pasem, pod spód zakładając lnianą białą koszulę. Dopełnieniem męskiego stroju były juchtowe, skórzane buty z cholewami, kapelusz w kształcie niskiego półcylindra oraz drewniana laska noszona niezależnie od wieku gospodarza. Stroje kobiet wyróżniały przede wszystkim: długa spódnica, suto marszczona w pasie z naszytą u dołu koronką, fartuch-zapaska z pasiastych samodziałów wełnianych z dominującym kolorem czerwonym; koszula przyramkowa (lniana, płócienna) z czarnym haftem roślinnym; gorset sukienny lub tybetowy w kolorze ciemnozielonym, szafirowym lub czerwonym, oblamowany atłasową wstążką o kontrastowym kolorze; kilka sznurów czerwonych korali (prawdziwych lub z lakki); czepek (kretonowy, płócienny) lub chustka czepcowa z motywami kwiatowymi.

Poczucie odrębności kulturowej Urzeczan było – i częściowo jest do dziś – stosunkowo silne, przy czym zawsze manifestowało się ono wyraźną opozycyjnością w stosunku do Polesoków, a więc ludności zamieszkującej lesiste tereny położone bardziej w głębi lądu po wschodniej stronie Wisły, w tak zwanym regionie kołbielskim. Brak wzmożonych kontaktów obydwu tych grup miał w dużej mierze związek z ich odmiennym statusem materialnym. Bogaci Łurzycanie, zamieszkujący urodzajne ziemie nadwiślańskie i uczestniczący w dalekosiężnym handlu wiślanym, nierzadko pogardzali biedniejszymi Polesokami z piaszczystych „górnych pól”. Widać to wyraźnie w starym przysłowiu z okolic Podłęcza i Kępy Glinieckiej:

Lepiej na Łurzycu na wirzbie, niż na Polesiu w izbie...

albo też w przyśpiewce z okolic Powsina:

Oj, gdyby na Polesiu

dysce nie padały

Oj, to by Polesoki

z głodu pozdychały...

Różnice między Urzeczanami i mieszkańcami „górnych pól” miały również podłoże czysto praktyczne, związane z warunkami hydrologicznymi i specyfiką życia. Stałym elementem bytowania nad Wisłą były bowiem sezonowe wezbrania wody: wiosenne, zwane krakówkami lub marcówkami, czerwcowe – zwane janówkami, lipcowe – nazywane jakubówkami czy też zimowe powodzie zatorowe, spowodowane zablokowaniem koryta rzeki śryżem lub lodem. Specyfikę bytowania nad Wisłą znakomicie oddaje powszechnie znana „łurzycka” przyśpiewka, w której słychać zarówno chęć podkreślenia bogactwa, jak też nutę zawodu wobec ciągłego zagrożenia ze strony nieobliczalnej rzeki:

Oj, żeby na Łurzycu woda nie topiła

Oj, to by Łurzycanka we złocie chodziła

Oj, a że na Łurzycu woda co rok topi

Oj, nasza Łurzycanka jak snopek konopi...

Warto w tym miejscu dodać, że nie wszyscy mieszkańcy Urzecza (szczególnie olędrzy) byli zainteresowani obwałowaniem rzeki, jako że woleli dalej konserwować obsadzone wierzbami niskie groble, budować swoje terpy i trytwy, rowy melioracyjne, aniżeli pozbawiać się żyznego, wiślanego namułu nanoszonego cyklicznie podczas każdej większej powodzi. Budowa wałów skończyła niejako ich prosperitę, zrównując ich z rolnikami gospodarującymi na „górnych polach”, stosującymi wyłącznie nawozy zwierzęce.

Bytowanie na terenach zalewowych, jak również wielokulturowość Urzecza sprawiły, że tutejszy krajobraz kulturowy wyróżniał się całym szeregiem odrębnych cech, niespotykanych lub bardzo rzadkich na sąsiednich „górnych polach”. Do najważniejszych elementów owego krajobrazu bez wątpienia należały chruściane płoty, groble i wały ochronne, urządzenia melioracyjne, nasady wierzbowe i topolowe, terpy czyli sztuczne pagórki pod domostwami, trytwy czyli wyniesione drogi na mokradłach (m.in. dzisiejsza ul. Vogla w Wilanowie czy też ul. Chodzieska w Wawrze), przewozy wiślane, bindugi, czyli flisackie przystanie rzeczne, a także liczne wiatraki i młyny. Do tego wszystkiego dochodziły typowe elementy mazowieckiego krajobrazu, jak karczmy, szlacheckie dwory, czy też katolickie wspólnoty parafialne z pięknymi kościołami i kapliczkami, z których wiele zachowało się do dziś.

Spuścizna kulturowa Urzecza zanika praktycznie na naszych oczach. Bliskość Warszawy i modernizacja wsi powoduje, że świadomość regionalnej odrębności odchodzi w niepamięć wraz z najstarszymi mieszkańcami. Miasto, które leżało u gospodarczych podstaw Urzecza i było jego największym „dobrodziejem” w wiekach poprzednich, stało się obecnie jego „grabarzem”. Działania podejmowane w ostatnich latach pozwalają jednak żywić nadzieję, że tradycje naszych przodków nie pójdą w zapomnienie. Niewątpliwie pięknym ich dopełnieniem byłaby w przyszłości zamiana sztucznie wymyślonej nazwy wawerskiego osiedla „Nadwiśle” na historyczne „Urzecze”...

fot. Jakub Chmielewski


Data publikacji: 09.05.2016