Serwis korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Jeżeli chcesz zmienić ustawienia dotyczące cookies, możesz to zrobić w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. Rozumiemy, że kontynuując przeglądanie naszej strony wyrażasz zgodę na użycie plików cookies

Czas na kulturę

Wawer na Urzeczu - dr Łukasz Maurycy Stanaszek

Dawne osiedla położone wzdłuż tzw. linii otwockiej, których czytelną pozostałością są wdzięcznie brzmiące nazwy kolejowych stacji począwszy od Wawra aż po Otwock, rzadko kiedy kojarzą się z Wisłą oraz z Urzeczem, regionem etnograficznym ściśle związanym z

GEN HIPOKRYZJI - Wywiad z GRZEGORZEM JARZYNĄ

Grzegorz Jarzyna, reżyser i dyrektor TR Warszawa: Żyjemy w systemie opartym na strachu i zniewoleniu. Jego istotą jest komercyjna eksploatacja konsumentów. Dzięki teatrowi możemy się z niego „wylogować”.

Kultura nadaje sens życiu

Wywiad z Elżbietą Dzikowską - podróżniczką, historykiem sztuki, sinologiem, reżyserem i autorką programów tv i radiowych

Archiwum

Czekamy na Twoje pomysły!

verification code

Partnerzy

Logo Dzielnica Wawer
Logo Miasto Stołeczne Warszawa
Logo OSiR
Logo ZGN
Logo Instytut Teatralny
Logo Kino za rogiem
Logo Ferio
Logo Społeczne Ognisko Muzyczne
Logo wpek
Logo Towarzystwo Przyjaciół Dzieci
Logo Stacja Muzeum
Logo WCK WOLA
Logo KINOkawiarna Stacja Falenica
Logo SP 105
Logo Rok Rzeki Wisły 2017
Logo Wiadomości Sąsiedzkie
Logo OPS
Logo CKWilanów
Logo TR Warszawa

Mieszkamy w Wawrze, w jego pięknych, zielonych dzielnicach, a czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, co tutaj kiedyś było. A była piękna kraina zwana Urzeczem, trochę baśniowa, bo już jej prawie nie ma.


Inny świat - Urzecze

INNY ŚWIAT - URZECZE

Mieszkamy w Wawrze, w jego pięknych, zielonych dzielnicach, a czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, co tutaj kiedyś było. A była piękna kraina zwana Urzeczem, trochę baśniowa, bo już jej prawie nie ma. Na szczęście jej dzieje i bogactwo kulturowe jest przedmiotem skrupulatnych studiów naukowych – oto wielbiciel i znawca kultury Urzecza: dr Łukasz Maurycy Stanaszek. Ma wiele do powiedzenia.

WCK: Są już organizowane od jakiegoś czasu ciekawe wydarzenia, na których świętuje się kulturę Urzecza. W zeszłą niedzielę był na przykład „Piknik nad Wisłą” Ale wielu z nas nie wie, co to takiego to Urzecze i gdzie ono właściwie jest.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Urzecze – gwarowo zwane Łurzycem - to taki nadwiślański pas, dawne tereny zalewowe Wisły, ciągnący się na długości mniej więcej 40 kilometrów. Na południu sięga dawnych ujść Pilicy i Wilgi, a na północy dochodzi po lewej stronie Wisły do dawnego ujścia Wilanówki, a więc do okolic Augustówki i Siekierek, czyli dzisiejszego Mokotowa. Z drugiej strony Wisły dochodzi mniej więcej do odcięcia się dawnej łachy wiślanej od stałego lądu, czyli do okolic Saskiej Kępy i dawnej przeprawy na Grochów. Na całym swoim odcinku pas ten ma szerokość około 5 kilometrów. Jak pisano w połowie XIX wieku „W tym powiślanym kraiku lud odróżnia się od innych okolic mową, ubraniem, zwyczajami, a nawet sposobem uprawy ziemi”...

WCK: Kraiku? Czyli to niewielka raczej kraina.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: To obszar etnograficzny bardzo silnie związany z Warszawą, z rynkiem warszawskim. Ja w swojej książce („Nadwiślańskie Urzecze”. Łukasz Maurycy Stanaszek – przyp. redakcji) używam nazwy mikroregion etnograficzny, ale inni etnografowie uważają, że nie jest on znowu tak mały i można śmiało mówić tu o regionie etnograficznym. Ten pas jest rzeczywiście spory.

WCK: A jak on powstał, w sensie kulturowym?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Zawsze, aby wykształcił się jakiś region etnograficzny, muszą zaistnieć w danym miejscu i czasie pewne specyficzne zjawiska społeczno-kulturowe stojące w opozycji do zwyczajów ludności sąsiedniej. Na Urzeczu coś takiego zaistniało w początkach XVII stulecia. Przybyli osadnicy olęderscy zmieniając krajobraz kulturowy tych ziem, do tego doszli flisacy zwani tu orylami, a bliskość Warszawy i spławnej rzeki zapewniła całemu regionowi pomyślny rozwój...

WCK: To w średniowieczu co tam było? Chaszcze?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Tak, właśnie tak wtedy określano te tereny. Z źródłach pisanych są opisy, że właściciele okolicznych dóbr wpuszczali pierwszych osadników na „pustki” albo „zarośla”. Chodziło oczywiście wyłącznie o kępy wiślane i tereny pasa zalewowego Wisły, gdyż wsie położone nieco dalej od Wisły istniały tu już od średniowiecza.

WCK: To wcześniej się nie dało tych „urzecznych” terenów zasiedlić?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Wiemy, że były liczne próby zasiedlania tych ziem chłopami pańszczyźnianymi. Ale przychodziła powódź i ci chłopi - będąc nieobeznanymi z technikami gospodarowania na terenach zalewowych - uciekali na bezpieczne „górne pola”. Po prostu nie dawali sobie rady.

WCK: I „wynaleziono” olędrów, tajemniczych ludzi.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Olędrzy to grupa gospodarcza a nie etniczna, choć rzeczywiście pierwsi osadnicy wywodzili się z Fryzji i Niderlandów (obecne tereny Niemiec, Danii, Holandii i Luksemburga). Mennonici – bo o nich mowa – to pacyfistycznie nastawieni do świata ludzie, zamożni i pracowici gospodarze, którzy słynęli ze znakomitych umiejętności melioracji terenu i wysokiej kultury rolnej. Od pokoleń „wydzierali” oni ziemie morzu pod uprawy i osadnictwo. W XVI w. przybyli oni na tereny polskich Żuław uciekając przed poreformacyjnymi prześladowaniami religijnymi. Z czasem zasymilowani się z miejscową ludnością, która chętnie przejmowała ich znakomite umiejętności „radzenia sobie” na terenach zalewowych. W kolejnych stuleciach „olędrzy” byli to już zatem ludzie ukształtowani na gruncie polskim, słowiańskim, a nie tylko przybysze z obcych stron.

WCK: Więc ci olędrzy, to nie tylko dawni Holendrzy?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Tak. Pośród nich jest wielu rdzennych Polaków, Pomorzan, Kaszubów, Kujawiaków, Kociewiaków czy Warmiaków, których wspólnym mianownikiem była wysoka kultura rolna, umiejętność melioracji i stosunek do feudalnego pana (kontrakty, czynsze, dzierżawa ziemi).

WCK: Musieli być niezwykłego hartu ducha ludźmi.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Bardzo dużego hartu ducha i specyficznych cech osobowych kształtowanych przez pokolenia; nie mogli się bać wody, musieli być silni psychicznie. To było bardzo wyraźnie widać, gdy zdarzały się małżeństwa mieszane między Łurzycankami, a mężczyznami z „górnych pól” przybywającymi na Urzecze – kiedy to „gospodarowano nierzadko do pierwszej wody”, czyli powodzi, a później wracano do swoich, nie dając sobie psychicznie rady...

WCK: To marne było takie życie.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Wręcz przeciwnie, powodzie były wręcz pożądane przez osadników, którzy umieli się do nich przygotować i je przetrwać. Przynosiły im bowiem „namuł”, czyli żyzną ziemię – słynną madę wiślaną. Tutaj potem wszystko „samo” rosło, a dochody były nieporównywalne wyższe niż na „piaskach” spoza doliny wiślanej. Stare urzeckie przysłowie mówi w końcu, że „lepiej na Łurzycu na wirzbie niż na Polesiu w izbie”...

WCK: Czyli Urzycanie byli bogaci.

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Wielu z nich tak. Pomagał im znakomity, warszawski rynek zbytu i położenie regionu – czterdzieści kilometrów z biegiem rzeki – czego nie doświadczały tereny nadwiślańskie na północ od Warszawy. Na ósmą rano płynęły zatem na Pragę czy Mariensztat barki z jabłkami, kapustą, burakami i zawsze zdążano na czas. To był bogaty region, majętna i pracowita ludność. Wiadomo, że dochody z urzeckich upraw były od pięciu do dziesięciu razy większe od dochodów gospodarstw z dalszych rejonów.

WCK: Jak ich Warszawiacy postrzegali?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Dziwili się, że są tacy bogaci, mają swoje szykowne stroje, że wesela wystawne wyprawiają. Podziwiali ich za tężyznę fizyczną, mówili „że są silni i ogromni jak dęby”. Uważano ich za upartych i nieco wyniosłych „Maćków z Wilanowa”.

WCK: A co pana urzekło w Urzeczu?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: To piękny region ze swoimi urzekającymi olędersko-orylskimi tradycjami, urozmaicony malowniczą doliną wiślaną przecinającą płaskie i monotonne Mazowsze. Gdy się wjedzie na Urzecze to od razu widać, że się jest w innym świecie, takim „chopinowskim”.

WCK: Chopinowskim?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Parafia Brochów gdzie urodził się Chopin leżała również nad samą Wisłą, gdzie mieszkało mnóstwo olędrów, a krajobraz kulturowy urozmaicały wierzby, tak często kojarzone z naszym wielkim kompozytorem. Uważa się zresztą, że to właśnie olędrzy przywieźli na Mazowsze wierzbę, bo była najbardziej higroskopijna i znakomicie pochłaniała wodę podczas powodzi i podtopień. Pomyślmy o tym czasem słuchając mazurków Chopina...

WCK: Pan jest Łurzycokiem?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Tak, moi przodkowie zamieszkiwali praktycznie wszystkie zakątki Urzecza, w tym także „wawerskiego”, wywodząc się z zarówno z dawnej ludności mazowieckiej, osadników olęderskich, jak i flisaków. Stanaszkowie czy raczej Stankowie mieszkali od XVII w. na kępie wiślanej pod Górą Kalwarią, dokąd przypłynęli z okolic Grudziądza. Zawsze fascynował mnie etos pracy, który widoczny jest w tym regionie. Tu ludzie nigdy nie mają czasu „na bzdury”, czcze gadanie, praca w sadach czy na polu jest dla nich zawsze ważniejsza. Owa „protestancka” przedsiębiorczość, energiczność i zapobiegliwość to zapewne dziedzictwo po olęderskich przodkach, upatrujących drogi do zbawienia właśnie poprzez pracę.

WCK: Byłby pan dobrym olędrem?

Dr Łukasz Maurycy Stanaszek: Pewnie tak, myślę, że odziedziczyłem sporo genów po przodkach z Urzecza, chociaż z pracowitością bywa różnie. No i lubię wodę, a najlepiej czuję się na basenie. Dziś już tylko tyle zostało potomkom olędrów (śmiech).

Rozm. Michał Wichowski


Data publikacji: 27.05.2015